Na początku powinnam się przedstawić, ale żeby nie zanudzać was moją osobą tutaj (bo nie każdy sobie tego życzy) po prostu wpadajcie na ask'a, do którego link powinien podany być gdzieś z tej strony --------->
Jedyne co zrobię to podziękuję mojej przyjaciółce, którą podziwiam za wielką cierpliwość i wytrwałość. Za wszystkie moje "gdzie to" i "to nie chce się włączyć" - po prostu przepraszam ^^
Wiem, że ten tydzień się jeszcze nie skończył, ale zanim ktokolwiek tu wpadnie będzie już pewnie połowa następnego, dlatego też chciałabym tylko oznajmić, że ten tydzień będzie poświęcony KSIĄŻKOM. <--- kolejny fakt o mnie :)
Tak więc zaczynamy.
Otóż, pierwszą książkę, którą zrecenzuję (przynajmniej postaram się to zrobić jak najlepiej) będzie to książka od autorki - Kiera Cass - Rywalki.
O autorce wiem tylko tyle, że jako mała dziewczyna dorastała w Nowej Karolinie. Ukończyła historię na Radford University i w chwili obecnej mieszka razem z rodziną w Blacksburgu w stanie Wirginia. W wolnych chwilach czyta, tańczy i zajada się słodyczami.
35 dziewczyn. Jedna korona.
Zaczęły się Eliminacje, czyli wielki konkurs. Jego zwyciężczyni zostanie żoną przystojnego księcia, a w przyszłości władczynią Illei.
Dla trzydziestu pięciu kandydatek, wybranych z terenów całego królestwa, Eliminacje to także nadzieja na nowe, lepsze życie. Na życie, w którym nikt nie jest głodny, a każda dziewczyna może choć przez chwilę poczuć się jak księżniczka. Niezależnie od pochodzenia ....
Ami jest piątką, należy do kasty artystów. Jako jedyna z grona wybranych nie chciała trafić do pałacu.
Dla niej udział w Eliminacji to koszmar. Oznacza konieczność rozstania się z Aspenem - jej sekretną miłością - i opuszczenie domu. A wszystko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której Ami wcale nie pragnie.
Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, dziewczyna zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę porzucić pałac. Być może życie, o jakim marzyła, wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić. --- > opis pochodzi z książki :)
Ilość stron --- > 333
Tytuł oryginału --- > "Selection"
Wydawnictwo --- > Jaguar
Rozdziały --- > dwadzieścia pięć
Cena --- > 37,90 zł
1. OKŁADKA
Zaczynając od okładki mogę tylko powiedzieć jedno - OMG CUDO! Muszę przyznać, że to jedna z niewielu książek, którą kupiłam pod wpływem wyglądu, gdyż fabuła nie koniecznie mnie przekonała. Nie jestem fanką tego typu książek. Podkreślam też fakt, że kocham niebieski kolor.
MOJA OCENA TO - 10/10
2. FABUŁA
Jak już wspomniałam powyżej, nie kręcą mnie historię prosto od "Kopciuszka" do "Królewny Śnieżki". Uwielbiam czytać książki o miłości, ale nie ukrywam, że akcja również jest u mnie mile widziana. A tego w tej książce mi brakowało.
America Singer należy do kasty artystów. Pięknie śpiewa, potrafi grać na skrzypcach, pianinie (...) i w ten sposób zarabia na życie. Podkreślam, że jej rodzina jak i ona ledwo wiążą koniec z końcem. Autorka na początku pisze jak to trudne życie wiodą, niedługo nie będą mieli co włożyć do garnka itp., więc nie rozumiem skąd, u licha, Americę stać na szminkę i inne tego typu rzeczy, w które nie zamierzam się teraz zagłębiać!
America potajemnie spotyka się z Aspenem. POTAJEMNIE! Dlaczego? Otóż, dlatego że chłopak jest Szóstką. Dziewczyna boi się, gdyż matka wiąże nadzieje na to, że jej córka wyjdzie za mąż przynajmniej za Czwórkę.
Wszystko się zmienia, kiedy America dostaje list, w którym zostaje zaproszona do wzięcia udziału w konkursie, w którym stawką jest poślubienie przystojnego księcia - Maxona Schreave.
Dziewczyna pod namową rodziny, jak i swojego ukochanego, zgadza się wypełnić formularz zgłoszeniowy. Uważa, że spośród tysiąca dziewczyn w Illea są piękniejsze i bardziej urodziwe niż ona sama. Nie wiedziała jednak wtedy, jak bardzo się myli.
Ogłoszenie wyniku przejścia do Eliminacji na Stołecznym Biletunie życie Ameriki obraca się do góry nogami. Jest zmuszona opuścić rodzinny dom, a co najważniejsze pozbierać kawałeczki złamanego serca.
Pobyt w zamku i jego opisy, których podkreślam było aż za mało, sprawiał, że moje myśli cały czas krążyły przy pustych ulicach średniowiecza. Całą książkę zastanawiałam się, czy historia odgrywa się w XX, XIV czy XXV wieku?
Podczas przygody w królestwie America zmienia swoje sceptyczne nastawienia do księcia i razem z nim zawiera dość nietypowy układ. Odnajduje wśród swoich konkurentek przyjaciółkę - Marlee, którą polubiłam od samego początku, jak i największego wroga - Celeste, która od samego początku... no cóż jakie to nieoryginalne... przecież w fabule muszą się znaleźć wkurzające blondynki cheelederki, które za wszelką ceną próbują zniszczyć naszej słodkiej i niewinnej Americe życie. Warto wspomnieć też o zarysie akcji, mianowicie pojawiających się atakach na zamek Rebeliantów. Mimo, że są znienawidzeni przez całe Illea, dla mnie są bardzo i to bardzo potrzebni w tej książce, gdyż to oni dodają smaczek niebezpieczeństwa i grozy w królestwie. Ale jak wspominałam powyżej tego jest za mało!
Nie zrozumcie mnie źle... kocham tą książkę, ale muszę być konsekwentna...
MOJA OCENA - 7/10
3. BOHATEROWIE
Wyobraźcie sobie siebie wśród trzydziestu czterech innych kandydatek w ogromnej sali balowej i pięknej niebieskiej sukni. Otóż, stoisz a obok ciebie poruszają się ludzie, które znasz, ale tak naprawdę nic o nich nie wiesz. Jakie to uczucie? No właśnie...
Jak już zapewne również wspomniałam w książce brakuje mi opisów, nie tylko pomieszczeń, ale również postaci. Rozumiem, że 333 stron to za mało, aby opisać życie około pięćdziesięciu postaci - to raczej niemożliwe, ale nie mogłam nic na to poradzić, że wszyscy w tej książce wydawali się mi tacy jacyś... papierowi?
Polubiłam Amerikę, choć muszę przyznać, że gdybym spotkała ją w prawdziwych życiu, dałabym jej w twarz, tak mocno, że nie pozbierałby się do Bożego Narodzenia. Każdy z nas momentami bywa irytujący, ale główna bohaterka tym razem przeszła samą siebie.
Polubiłam, zakochałam, znienawidziłam, po czym znów pokochałam w dalszych częściach naszego księcia Maxona. Jego osoba była dość interesująca w tej książce i aby czekałam na sytuację z nim i Ameriką, jednak mój entuzjazm nie trwał wiecznie.
Jeśli chodzi o Aspena -- > zabiłabym na miejscu i przeszła obok. Brak słów.
Jedynymi postaciami w książce, którzy do końca wytrwale walczyły o moje względy to Marlee i trzy pokojówki, które zostały zlecone Americe.
MOJA OCENA - 6/10
4. STYL AUTORA
Język Kiery Cass jest prosty, nie wymaga dużego rozumowania słów kompletnie nam obcych.
Za to też duży plus.
MOJA OCENA - 9/10
Ja po prostu mam bzika na punkcie wymagania, ale ta pozycja, jeśli chodzi o styl autora, bardzo mi podpasowała.
5. MOJE ZDANIE NA TEN TEMAT
Hmm... jeśli pytacie czy poleciłabym wam tą książkę z pewnością mogę powiedzieć, że TAK.
Mimo moich licznych pretensji i tego typu rzeczy, Rywalki są pozycją doskonałego umilacza czasu na zimne wieczory.
MOJA OCENA - 9/10
***DODATEK :
SCENY, KTÓRE ZAPADŁY MI W PAMIĘĆ :
1. Maxon wrzasnął i zwinął się w pół, przyciskając dłońmi bolące miejsce, podczas gdy ja się szybko cofnęłam.
- Za co to było?
- Jeśli spróbujesz mnie choćby dotknąć palcem, będzie jeszcze gorzej - zapowiedziałam.
- Co takiego?
- Powiedziałam, że jeśli...
- Nie, ty wariatko, słyszałem cię za pierwszym razem - skrzywił się Maxon. - Chcę tylko wiedzieć, o co Ci chodzi?"(...)
2. - A dlaczego ja zostałam? - Mówiłam niemalże szeptem, byłam pewna, że odpowiedź mnie zaboli. W głębi duszy byłam przekonana, że zostaję tylko dlatego, że Maxon nie chce łamać danego mi słowa.
- Ami, chyba wyraziłem się dostatecznie jasno - odparł spokojnie Maxon. Westchnął cierpliwie i uniósł dłonią mój podbródek. Kiedy w końcu spojrzałam mu w oczy, powiedział wprost: - Gdyby to było łatwiejsze, odesłałbym już wszystkie pozostałe dziewczęta. Wiem, co do ciebie czuję. Może podejmuję decyzję zbyt impulsywnie, ale jestem pewnie, że z tobą byłbym szczęśliwy. (...)
3. Niech ci będzie. Pomyślałem, że moglibyśmy ustalić jakiś sygnał, który dawałby znać, że chcemy porozmawiać. Taki, żeby nikt inny się nie zorientował. Może potarcie nosa? - Maxon przesunął palcem tuż nad wargami.
- To wygląda, jakbyś miał katar. Mało eleganckie.
Rzucił mi lekko zaskoczone spojrzenie i skinął głową.
- No dobrze. To może będziemy po prostu przeczesywać palcami włosy?
Niemal od razu potrząsnęłam głową.
- Ja mam zwykle włosy tak upięte, że nie da się wsunąć w nie palców. Poza tym co będzie, jak akurat będziesz nosić koronę? Zrzucisz ją sobie z głowy.
Uniósł z namysłem palec.
- Cenna uwaga. Hmm - Wyminął mnie, pogrążony w myślach, i zatrzymał się koło mojego nocnego stolika. - A co myślisz o pociągnięciu się za ucho?
Zastanowiłam się.
- Dobry pomysł. Wystarczająco proste, żeby nie zwracało uwagi. Niech będzie ciągnięcie się za ucho. (...)
4. Myślisz, że będę mógł się do ciebie zwracać "moja miła"? - zapytał Maxon.
- Nie ma mowy - odparłam szeptem.
- Mimo wszystko będę próbował. Nie poddaję się łatwo. - Wierzyłam w to, choć irytowało mnie, że tak się przy tym upiera.
- Do wszystkich tak mówiłeś? - zapytałam, skinieniem głowy wskazując resztę sali.
- Tak, i każdej się to podobało.
- Właśnie dlatego mnie się nie podoba - oznajmiłam i wstałam. (...)
Wszystko się zmienia, kiedy America dostaje list, w którym zostaje zaproszona do wzięcia udziału w konkursie, w którym stawką jest poślubienie przystojnego księcia - Maxona Schreave.
Dziewczyna pod namową rodziny, jak i swojego ukochanego, zgadza się wypełnić formularz zgłoszeniowy. Uważa, że spośród tysiąca dziewczyn w Illea są piękniejsze i bardziej urodziwe niż ona sama. Nie wiedziała jednak wtedy, jak bardzo się myli.
Ogłoszenie wyniku przejścia do Eliminacji na Stołecznym Biletunie życie Ameriki obraca się do góry nogami. Jest zmuszona opuścić rodzinny dom, a co najważniejsze pozbierać kawałeczki złamanego serca.
Pobyt w zamku i jego opisy, których podkreślam było aż za mało, sprawiał, że moje myśli cały czas krążyły przy pustych ulicach średniowiecza. Całą książkę zastanawiałam się, czy historia odgrywa się w XX, XIV czy XXV wieku?
Podczas przygody w królestwie America zmienia swoje sceptyczne nastawienia do księcia i razem z nim zawiera dość nietypowy układ. Odnajduje wśród swoich konkurentek przyjaciółkę - Marlee, którą polubiłam od samego początku, jak i największego wroga - Celeste, która od samego początku... no cóż jakie to nieoryginalne... przecież w fabule muszą się znaleźć wkurzające blondynki cheelederki, które za wszelką ceną próbują zniszczyć naszej słodkiej i niewinnej Americe życie. Warto wspomnieć też o zarysie akcji, mianowicie pojawiających się atakach na zamek Rebeliantów. Mimo, że są znienawidzeni przez całe Illea, dla mnie są bardzo i to bardzo potrzebni w tej książce, gdyż to oni dodają smaczek niebezpieczeństwa i grozy w królestwie. Ale jak wspominałam powyżej tego jest za mało!
Nie zrozumcie mnie źle... kocham tą książkę, ale muszę być konsekwentna...
MOJA OCENA - 7/10
3. BOHATEROWIE
Wyobraźcie sobie siebie wśród trzydziestu czterech innych kandydatek w ogromnej sali balowej i pięknej niebieskiej sukni. Otóż, stoisz a obok ciebie poruszają się ludzie, które znasz, ale tak naprawdę nic o nich nie wiesz. Jakie to uczucie? No właśnie...
Jak już zapewne również wspomniałam w książce brakuje mi opisów, nie tylko pomieszczeń, ale również postaci. Rozumiem, że 333 stron to za mało, aby opisać życie około pięćdziesięciu postaci - to raczej niemożliwe, ale nie mogłam nic na to poradzić, że wszyscy w tej książce wydawali się mi tacy jacyś... papierowi?
Polubiłam Amerikę, choć muszę przyznać, że gdybym spotkała ją w prawdziwych życiu, dałabym jej w twarz, tak mocno, że nie pozbierałby się do Bożego Narodzenia. Każdy z nas momentami bywa irytujący, ale główna bohaterka tym razem przeszła samą siebie.
Polubiłam, zakochałam, znienawidziłam, po czym znów pokochałam w dalszych częściach naszego księcia Maxona. Jego osoba była dość interesująca w tej książce i aby czekałam na sytuację z nim i Ameriką, jednak mój entuzjazm nie trwał wiecznie.
Jeśli chodzi o Aspena -- > zabiłabym na miejscu i przeszła obok. Brak słów.
Jedynymi postaciami w książce, którzy do końca wytrwale walczyły o moje względy to Marlee i trzy pokojówki, które zostały zlecone Americe.
MOJA OCENA - 6/10
4. STYL AUTORA
Język Kiery Cass jest prosty, nie wymaga dużego rozumowania słów kompletnie nam obcych.
Za to też duży plus.
MOJA OCENA - 9/10
Ja po prostu mam bzika na punkcie wymagania, ale ta pozycja, jeśli chodzi o styl autora, bardzo mi podpasowała.
5. MOJE ZDANIE NA TEN TEMAT
Hmm... jeśli pytacie czy poleciłabym wam tą książkę z pewnością mogę powiedzieć, że TAK.
Mimo moich licznych pretensji i tego typu rzeczy, Rywalki są pozycją doskonałego umilacza czasu na zimne wieczory.
MOJA OCENA - 9/10
***DODATEK :
SCENY, KTÓRE ZAPADŁY MI W PAMIĘĆ :
1. Maxon wrzasnął i zwinął się w pół, przyciskając dłońmi bolące miejsce, podczas gdy ja się szybko cofnęłam.
- Za co to było?
- Jeśli spróbujesz mnie choćby dotknąć palcem, będzie jeszcze gorzej - zapowiedziałam.
- Co takiego?
- Powiedziałam, że jeśli...
- Nie, ty wariatko, słyszałem cię za pierwszym razem - skrzywił się Maxon. - Chcę tylko wiedzieć, o co Ci chodzi?"(...)
2. - A dlaczego ja zostałam? - Mówiłam niemalże szeptem, byłam pewna, że odpowiedź mnie zaboli. W głębi duszy byłam przekonana, że zostaję tylko dlatego, że Maxon nie chce łamać danego mi słowa.
- Ami, chyba wyraziłem się dostatecznie jasno - odparł spokojnie Maxon. Westchnął cierpliwie i uniósł dłonią mój podbródek. Kiedy w końcu spojrzałam mu w oczy, powiedział wprost: - Gdyby to było łatwiejsze, odesłałbym już wszystkie pozostałe dziewczęta. Wiem, co do ciebie czuję. Może podejmuję decyzję zbyt impulsywnie, ale jestem pewnie, że z tobą byłbym szczęśliwy. (...)
3. Niech ci będzie. Pomyślałem, że moglibyśmy ustalić jakiś sygnał, który dawałby znać, że chcemy porozmawiać. Taki, żeby nikt inny się nie zorientował. Może potarcie nosa? - Maxon przesunął palcem tuż nad wargami.
- To wygląda, jakbyś miał katar. Mało eleganckie.
Rzucił mi lekko zaskoczone spojrzenie i skinął głową.
- No dobrze. To może będziemy po prostu przeczesywać palcami włosy?
Niemal od razu potrząsnęłam głową.
- Ja mam zwykle włosy tak upięte, że nie da się wsunąć w nie palców. Poza tym co będzie, jak akurat będziesz nosić koronę? Zrzucisz ją sobie z głowy.
Uniósł z namysłem palec.
- Cenna uwaga. Hmm - Wyminął mnie, pogrążony w myślach, i zatrzymał się koło mojego nocnego stolika. - A co myślisz o pociągnięciu się za ucho?
Zastanowiłam się.
- Dobry pomysł. Wystarczająco proste, żeby nie zwracało uwagi. Niech będzie ciągnięcie się za ucho. (...)
4. Myślisz, że będę mógł się do ciebie zwracać "moja miła"? - zapytał Maxon.
- Nie ma mowy - odparłam szeptem.
- Mimo wszystko będę próbował. Nie poddaję się łatwo. - Wierzyłam w to, choć irytowało mnie, że tak się przy tym upiera.
- Do wszystkich tak mówiłeś? - zapytałam, skinieniem głowy wskazując resztę sali.
- Tak, i każdej się to podobało.
- Właśnie dlatego mnie się nie podoba - oznajmiłam i wstałam. (...)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz